opisane
poniedziałek, 21 marca 2011
Wicca, czyli mądra kobieta
Kojarzą nam się z miotłami, wiekimi, czarnymi kapeluszami, szatańskim śmiechem i upiornym wyglądem. Za dnia normalne kobiety, nocą diabelskie siostry. Czarownica jest panią samej siebie. Posądzano je o śmierć nowo narodzonych dzieci i zwierząt, roślinności, zadawanie bólu ludziom i zwierzętom. Każde zło, chorobę czy zjawisko pogodowe przypisywano właśnie im wierząc że jest rzuconą klątwą.
Mało kto wie, że tak naprawdę żyły zgodnie z zasadami religii Wicca. Jest to rodzaj celtyckiej magii religijnej które nie postrzega Bóstwa, jak to w innych religiach, jako osoby oddalonej ale jako będącej w nas i w otaczającej nas naturze. Wicca jest religią Czarownic, jest religią radości, kultu i więzi z naturą. Księżyc stał się Boginią a słońce Bogiem, rytaulnego obchodzenia pełni Księżyca i zjawisk atmosferycznych.
Etyka wiccańska opiera się przede wszystkim na czynieniu magii w taki sposób by nie szkodzić innym.
"An it harm none, do what ye will"
Co przetłumaczone na język polski, brzmi dokładnie:
Jeśli nie krzywdzi to nikogo, czyńcie, co chcecie.
"Religia, magia i mądrość jednoczą się dla nas w światopoglądzie
i filozofii życia, którą nazywamy Czarownictwem, Drogą Wiccan."
Fundamentalną zasadą jest Prawo Potrójnego Oddziaływania - wszystko co uczynisz powraca do Ciebie potrójnie wzmocnione, zarówno w przypadku złych i dobrych uczynków.
To tyle o religii Czarownic. Jak widać machina inkwizycyjna stworzyła błędny obraz wierzeń i obrzędów Czarostwa.
Więc czym się zajmowały czarownice?
Magią.
"Otwórz drzwi:
magia jest tu, pod czajnikiem,
w sznurowadle...
I w wietrze za drzwiami, śpiewającym dla Ciebie."
A ich Magia to wiara w zapanowanie nad siłami natury przy użyciu własnej energii, współpraca z nią uzupełniona dodatkowo mocami ciał i przedmiotów.Magia jest naturalna jak ziemia, woda powietrze i ogień. Jest w trawie, Słońcu, Księżycu i kamieniach.
"Magia właśnie wkroczyła w Twoje życie, bez względu na to, czy sobie to uświadamiasz, czy nie.
Jeśli poczujesz ją choćby przez chwilę, staniesz się już zupełnie inną osobą.
Zauważysz, że zwykłe przedmioty lśnią jak gwiazdy, a filiżanki i spodeczki ożywają.
Potem dojdziesz do wniosku, że wszystko to, czemu poświęcasz czas - powodzenie, związek, kariera, rodzina, pieniądze - jest naprawdę ważne tylko wtedy, kiedy jest wypełnione tą magiczną wartością."
"Im większą mocą dysponujemy, tym więcej mamy w sobie miłości (gdyż zanikają nasze lęki), im więcej miłości mamy w sobie, tym większa jest nasza moc (gdyż wzrasta ufność)."
Potrafiły leczyć wykorzystując właściwości ziół, roślin, kadzideł i olejków, kamieni i magicznych przedmiotów. Potrafiły interpretować roślinność, sny,ogień i dym, obserwowały naturę i zjawiska atmosfetyczne. Wykorzystywały numerologię i runy,magię drzew, świec i moc żywiołów. Spirtyzm i Szamanizm.Wiedza ta była przekazywana między sobą.Bywało i tak, że srogo karały. Jednak bardziej skupiały się na lecznictwie i udoskonalaniu własnych mocy i energii, również poprzez medytacje.
Używały noża w kształcie sierpu, ale nie do rozcinania zwierząt i dzieci, jak myślano lecz do ścinania ziół, wycinania symboli na świecach i rzeźbienia. Dźwiękiem dzwonka wysyłały w kosmos energię rzucanego zaklęcia. A miotły? Czy rzeczywiście na nich latały? Być może i tak ale przede wszystkim używały ich do zamiatania negatywnej energii z domu. Do tego jeszcze flety oczyszczające pomieszczenie ze złej energii, kryształowe kule, kociołki, kadzielnice, naszyjniki własnoręcznej roboty, róźdżki oraz podstawa - Księga Cieni, w których spisywały swoją wiedzę i zaklęcia. Świętowały Esbaty i Sabaty. Kilkanaście razy w roku spotykały się w miejscach wybranych przez siebie i tam we własnym zamkniętym gronie, niedostępnym dla nikogo wzmacniały swoją siłę, wzywały moce i czerpały energię z natury.
Ezoteryka dawniej i dziś jest dla wybranych. Poruszyłam temat nieudowodniony, odrzucany przez naukę. I nie mówę tu tylko o Czarownicach ale i o energii, ziołolecznictwie,okultyzmie, magii, wróżeniu czy praktykach duchowych. Dawniej spalano Czarownice na stosie, dziś choć forma pogardy uległa zmianie, stosunek do duchowego przekraczania granic i magii się nie zmienił.
***CIEKAWOSTKA***
Miejscem, w którym spłonął prawdopodobnie ostatni stos w Polsce i - jak wynika ze źródeł historycznych - jeden z ostatnich w Europie, okrzyknięto Doruchów. To właśnie w tej małej miejscowości, położonej niedaleko Ostrzeszowa (województwo wielkopolskie), 230 lat temu rozegrał się dramat 14 kobiet posądzonych o rzucanie czarów. Wszystko zaczęło się od bólu w palcu żony jednego z trzech ówczesnych dziedziców Doruchowa, niejakiego Stokowskiego. Kobietę - przypuszczanie w wyniku zakażenia - rozbolał palec. Zaczęły jej się także skręcać włosy na głowie w tak zwany kołtun, co wynikało najprawdopodobniej z zaniedbania podstawowych czynności higienicznych. Przyczyniło się to do zachorowania dziedziczki na chorobę zwaną wówczas postrzałem. Wezwana znachorka już od progu zaczęła krzyczeć, że "cioty, czyli czarownice zadały kołtuna, a Dobra najpierwsza". Rozpoczęto więc poszukiwania owych czarownic. Znaleziono je wśród 14 mieszkanek Doruchowa i okolicznych wiosek. Na jedną z rzekomych czarownic podejrzenie padło tylko dlatego, że dobrze jej się powodziło - można wnioskować, że za dobrze jak na ówczesne realia. Jako następną wytypowano wdowę, której niedawno umarła córka. Stwierdzono, że dziecko zmarło po zadaniu czarów przez matkę. Kolejną wskazaną była dziewczyna, która pasała bydło we dworze. Dla zabawy puszczała liście na wietrze, a potem je przydeptywała , twierdząc, że to myszy. W ciągu jednej nocy pojmano siedem kobiet i zamknięto w spichlerzu. Niedługo potem dowieziono kolejnych siedem. Wszystkim postawiono zarzut spółkowania z diabłem, z którym miały się z nim spotykać na Łysej Górze. W sprawie nieszczęsnych niewiast wstawił się miejscowy proboszcz, ksiądz Józef Możdżanowski. Kiedy nic nie wskórał u dziedzica, postanowił udać się do samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na działania proboszcza dziedzic zareagował przyspieszeniem procesu, który odbywał się w majestacie prawa. Prowadząc przesłuchania wzorowano się na instrukcji przygotowanej na zamówienie papieża Innocentego VIII. Najpierw była próba wody, będąca pozostałością średniowiecznych ordaliów. Kobiety związano powrozem i zanurzano w stawie. Jeśli przez dwie minuty utrzymały się na wodzie, oznaczało to, że są czarownicami. Wierzono bowiem, że czarownice nie toną, ponieważ czysta woda je odrzuca. Żadna z podejrzanych nie utonęła. W tym momencie wsadzono je do drewnianych beczek, w których spędziły kilka dni i sprowadzono kata, sąd z Grabowa oraz kilku zakonników. Wiadomo, że kobiety miały związane ręce od tyłu i wysunięte przez otwór w beczce, tak aby nie mogły się ruszać. Pętle było mocno zaciśnięte, by sprawić dodatkowy ból. Ponadto podejrzane o czary były także rozciągane na dużym kole od wozu. Trzy z nich nie przeżyły, a pozostałe nie miały możliwości nie przyznać się do konszachtów z szatanem, zostały więc decyzją sądu skazane na śmierć przez spalenie na stosie; wspomnieć należy, że przesłuchania starano się przeprowadzać w taki sposób, by każda odpowiedź obciążała oskarżonego. Brutalny wyrok wykonano 15 sierpnia 1775 roku w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Asystowało przy nim trzech księży zakonnych. Był to prawdopodobnie ostatni stos, który zapłonął w Polsce. Spłonęło na nim jedenaście niewinnych kobiet.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)